Fortuna zalążka szczęść

Kocham cię bardzoswoim krzykiem nieskrępowanymdotykiem nie z tej ziemi, bo z tej ziemiwęchem połowicznym u serca i umysłuintelektem zawierającym pierwiastkiw pewności i wahaniu ustankiem, nad nieustaniemw piramidzie i pierścieniu wylęgłymz aureoli, bo ze mnie człowiek prawywięc prawo daję tobie – do siebie i miłości z serca ramię oparte na skalestopy na skale, usta na skalew …

Wiersz opatrzny

zastanowiłem się nad rozgałęzieniem:obwieszczając, szumiąc, zrzucająckwiecąc także umarłem w cieniuowoc mych włóczęgzrzuca płomieńrozdarty na niebo i czyścieco piekle zapomnij tutaj jest areał –ty ostrożny kupcuile będzie Ksiągna straganach z miłościczerpanej wody umywającejświecy dogasającejkropli niespadłej ustawy nieprzegłosowanej mech uchwalił w izbie cieńwiem gdzie iśćwiem gdzie usnąćwiem gdzie kochaćwiem, że to co było jest dobrea pełnia? zanuci …

Rodzice

stopnieje wszechrzeczupali knot zbliżeniazabliźnione pogoda i słota Maksymilian Poznany Maksymilian WiernyMaksymilian Czarowny uzna szczyt w chmurzeuzna wieczór w wiecznościpowinność z wolnej woliwolę w istnieniu wszystko w imieniu Bogamieścisz wszystko w imieniuujednolicona dławiąca kretówkana twarzyczce umiejącej jeszcze uśmiechwydobyć spod ziemi jestem pełnomocnikiem brawustanawiam to, uczczę śmiech – czego chce fundamentalny ojciec

Koniec

nie znam tego dniakiedy zapadło się morzenie ruszam palcamiporuszam światemnielecz tkwię w dolinieumiem mówići umiem czytaćnic mi więcej nie trzebatylko śmierć może zastać mnie nieprzygotowanymchoć zawsze będę gotowyna ruch każdej sumy twoichoddechów Bożejeszcze powieka drży westchnieniem a cień pada nic nad wyraz

* * *

MiętaUnosi ŁączySpustDlaMiłościPełnej IW iSpójnyToSouvenir IGośćWDomToBógWDomWProguMilczeniaIMowy ByWielkiWierszUmarłMałąTęsknotąZaUmiarkowanymCiepłemDłoni WProguPostanowieniaIŚwiętości TejNieZZiemi TejONarracjiZNiebieskichIZielonychŁąk U wrótListowieWierzei

Piękno poniedzielnego umysłu

śpiewam wymachem musztrykaszlę pychą trutniaupadam Bogurodzicą oka w łezce cały wszechświatpowieka obcym lądem – morza już zabranewidziano nas na rozwidleniu słońc promienie toczyły kołoby upaść elipsą łuku tryumfuzdławiono ugór swą konstatacją, splądrowano rany w głodzie jesieni natchnienie?uparte wyrwy okruszyn chlebawęgła stóp nie parzą – nastały chude dnie