Blog

Biel i czerń

Ciąża mego domu
Krzyczy podczas porodu dnia

Obezwładniam zbiegów okoliczności
Kiedy ojciec zmierzch
Uda się po werdykt

Na sali w ciszy poślizgnę się na promieniu
Uratuję wysoki sąd przed
Zawrotem głowy

Milion w rozumie
Błąd w druku zmieni bieg
Dziejów kiedy saper
I szkiełko, i oko

Rozbroi niepewność…
Jutro znów przyjdą
Uzbrajający i rozbrajający
By detonacja
Kajdan krat pór roku

Zapobiegniemy wadom w luce prawa

Była wytrawnym
Spektaklem

Prawda zawsze zwycięży

zniesiony kolor nad kolory
kłamstwo zesłane na roboty
uratowane piękno przed śmiercią
zakończenie początkiem
umowa – wynagrodzenie

wiersz małomówny
wymowa jego kolosalnym ciężarem
ustatkuj się wietrze
rozwiń skrzydła Pegazie
oblecz dobę w słońce

Mario matko, która nie zwątpiłaś
błądź po tunelach mrówko
mały człowieku jestem
twoja praca zostanie wynagrodzona

Okrągły stół

skąd wziąłeś pieczęć?
męczeństwa mowy związanej
w gabarytach stosu, zwojach, zbiorze

odczytam gdzieś, kiedyś, a nuż
jako wyznawca blasku porywu świecy
zdławię wiosnę
na sądzie uderzonych kometą
na wokandzie okręgu bez wyjścia

ubiegłego stulecia
to głos zastępczy, to pewność zbawienia
a nie sufler szubrawców i drani

dla mnie rozgrom i bezmiar żaru
kiedy akt zamykam
kiedy woda stygnie

echo kupidyna na schodach do nieba
są jakieś didaskalia, dialogi, jest chór

rozum zdziera z dębu pasję
serce cierpli na jeden kolor
cierpiąc nów spotyka pełnię
milion w rozumie –

wydam! bo zatrzymam sobie biel

rozum dyktuje wojaż do mądrości
przyczyno mej radości
– zobacz i uwierz…

już nie bolą mnie:
wiersze!

Wolna, niepodległa Ukraina!

Potępiam atak na Ukrainę

zdyscyplinowany mową
potępiam atak na Ukrainę

umieją mówić wiatry
kuriozalnie niepewne błękitu nieba
umieją czytać deszcze i darować zgubione ciepło ognie
każda kropla to litera
jedni u boku drugich staniemy ramię w ramię

gnieść kasztany w porze niesprzyjającej
jesteście mile widziani
w sercu żyły

okamgnienia
i zamkniecie powiek
roztoczę arsenał swej wiedzy
by Wam pomóc
Przyjaciele

© Maksymilian Tchoń

.
.
.

Я засуджую напад на Україну

дисциплінований мовою
я засуджую напад на Україну

уміють говорити вітри
дивачно невпевненіб лакиті неба
уміють читатидощі і дарувати загублене тепло вогні
кожна крапля – буква
ми будемо стоятипліч-о-пліч один з одним

дробити каштани в несприятливий час
вас радо бачити
в осерді вени

моргання
і закривання повік
я відкрию арсенал своїх знань
щоб вам допомогти
Друзі

© Переклад Віктор Яручик

2 III 2022

Potępiam atak na Ukrainę

zdyscyplinowany mową
potępiam atak na Ukrainę

umieją mówić wiatry
kuriozalnie niepewne błękitu nieba
umieją czytać deszcze i darować zgubione ciepło ognie
każda kropla to litera
jedni u boku drugich staniemy ramię w ramię

gnieść kasztany w porze niesprzyjającej
jesteście mile widziani
w sercu żyły

okamgnienia
i zamkniecie powiek
roztoczę arsenał swej wiedzy
by Wam pomóc
Przyjaciele

Wolna Ukraina

mam numer do wieczności, ale zesłano mnie do życia
więc skoro jestem tu i teraz – ubiorę się w świt
całkiem wielowarstwowo. rozgrabię południe niegdyś
tłukąc wazę w muzeum konfrontacji i agresji zbrojnej…

dam wyraz północy zataczając kręgi jaskółcze (choć
ono woli życie prawem wilka). jeszcze jest jakaś strona?
z której wolno mi puszczać statki zgodnie z falą –
na wschodzie wieje ulatując z krzykiem ptaków

nigdy nie postawię stopy na cudzej ziemi, górować
nad wodami, nad lądami nad pewnością, nad lodem – stopy wyniesionej
z innej (skali) miary. umiem kochać wasz kraj
umiem kochać swój kraj, umiem rządzić kolorami snu

byleby kurtyna znów nie opadła, gdy szept rujnuje ciszę,
a gdzie jest cisza: (odłupana ze skał). pokój mój zostawiam i pokój mój wam daję.
tu woda znów obmyje ręce carów, niczym innym
dąży i drąży, czemu wschód? to piękno ustawy…

Choć po czasie

domniemani zabójcy białych wierszy
umiemy mówić: Panta rhei
i pluć na fale
kiedy głaz rozsiada się w piekle, które dla niego wymyślono
padam na kolana przed Bogiem
znam jego imię, znam jego imię
trzynasty miesiąc w roku
zabliźnia ranę po wcześniejszych dwunastu
a przecież miało nie być niczego
a przecież miało być wszystko
a przecież to wytwór wyobraźni, gdyż z innych przyczyn tworzy Bóg, z innych artysta
znam jego imię, róż twych ust – objawił
mi wszystko co pomiędzy

Zaćmienie

zgarnięty z przystanku: życie
jadę ze sprawcą dobra
na druga stronę rzeki
by przejrzeć się w jej odbiciu

na dołku trzepie forsą aspirujący do braw
oficer z medalem za nieodwagę
na dołku trzepie rosa
i banda podejrzanych: o życie w pełni

jeszcze spadnie beret
na pagonach belki ułożone jak szczeble
w stronę nieba
widziałem sekundę niczyją i godzinę wieczności

zbawienie utraconych orderów
świadków morza mowa
na piśmie zesłanie
salut do słońca by nie zaszło nigdy

Szaty prawa

seminarium szczęścia
wykład prawdy
kara małżeństwa
z inną okolicznością łagodzącą

wyrok niesłuszny
sąd sprzedajny
kurtuazyjne podanie dłoni
mrugnięcie okiem zniesławienia
budowa domu wyjściem z szachu

a ja wiem,
że wyraz umęczony wczoraj
znajdzie swego wydawcę
urodzeni jutro zamieszkają
w tautologii dojrzewania
wyjdę na most, stanę na krawędzi

i rzucę promień za siebie
by mieli wizje szklanej przyszłości
brew unosi list:
~ umiesz czytać, odlicz od podatku
wygłup nastającego dnia

głód tej nocy – serum okupacji
i przesyt trzech rodzajów
odprawi mszę
zniesie prawa ziemskie na rzecz praw ziemskich

ubierze się, boże w kolor oficjalny