Co tylko umiem

Lubimy oprzeć się na pewności
zamieniając drganie

tutaj i za miliard lat
umrą za nas dzieła: wielka podszewka świata,
a sztuka
odetnie od podszewki

domniemanych uli – umęczonych nocy
dni przegadanych w wędzidle

zostaną wibracje w postaci promieni
wam ustanowię

z głębi serca to, co tylko umiem
nic więcej

Prosty element

wezbrało nasze spełnienie:
w dotyku jutrzni

w milczeniu canta
teraz widzę i nie widzę
ujadam i dowartościowuję
łkam i dziele promienność
dzielę promień
zaokrąglam, łamię
w dziele i w braku

z innych prób, z innych wytworów
tworzy Bóg i mistrz
jednak mistrz jeden – bogów tysiące
artyści obaj – wynoszą na cokół:

wyczerpanie prawdy, niewolą kłamstw
osypane nieskończoności róż
płatek umiejący mówić, to coś

Mój dom nie jest z tego świata

Jestem pielgrzymem pośród oceanów pustki
Jestem pielgrzymem pośród obrad uczty ziemi
Niebieskiej pustelni mam prawdę śmierci

Jestem kimś i nikim
Jestem pielgrzymem wytworu wyobraźni

Modlitwa moja nie jest z tego świata
Ja nie jestem perłą na dnie
Jestem na dnie umęczonym spichlerzem dostojnych słów
Martwię się o patos i żart
Ale jestem pewien ciebie zamyślenie

By w twoim wnętrzu czerwień została czerwienią
A biel – bielą, otóż to są nazwy puste

I uśmiechnięte

Nad innemi wodami pochyla się cień i nie widzi nic
Prócz pestki ujmy ustroju

Piękno rozebrane w udrękę

zbawiony oczyma – speszony szeptem, ujednolicony:

na brąz rzucą cień, złotu dając gorycz
w srebrze jest wszystko czego nie wiesz

miejsce postoju i miejscem włóczęgi
w kraju pewności, w mieście snu
we framudze drzwi szparka: podglądasz

pustelnie artysty – miejsce ucichłych braw
brew zatrzyma łzę

z tego portu, do innego wymierzą ci
krzyk i gwar, gdy będziesz szedł po znój
Nieba, zatrzymasz się na chwilę, spojrzysz:

zlękniony splendorem –
misterium chcę, muszę i jestem szczęśliwy

nic po nas, bez nas
nic co powtórnym było?

* * *

Wędrowny spokój
Służebne wahanie
Poważna równowaga
Uzdrowisko wiara

„Śmiertelny upadek z wysokości wiersza”
w teatrze sytości umów się
z najstarszym wieczorem – czytasz łzy?

W jest W i będzie Y umiar
Kiedy było A to zanim
Stworzono paletę R, L, M

Zmiana patrzenia nasturcji
Odpust konaru wierzby
Korona w kapturze azalii

Dziewczyna z upartej elizejskiej łąki
Która wie, która nie wie?

Wylany roztwór wirtuoz czyśćca

Zerwania ram w: poezji
Domniemany zrzut nuty
Ze strefy pogranicza –
Węgla i weny . . .

W dniu stworzenia

więziono mnie w sercu
przeprowadzano z głowy do nóg

na dłoni wybito linie
jakbym miał już od dziecka urastać na chwilę
mając wieczność w uderzeniu ciał
albo moment na zsyłkę w głąb martyrologii dusz
mam dość miernej sztuki

biegnę z dyszlem trzymającym gwiazdy
interpretując na swój sposób interpunkcję,
bądź niedopowiedzenie – daną na początku

z wyjściem osiągnąwszy ziemię –
niebo i tak zostało w domu
wertepy łamią kręgi świata