Dyscyplina (miniatura)

„Dyscyplina”

 

jest jeden chleb, który daje

sytość. po jego śmierci zatrząsało historią

– najcenniejsze są starodruki

 

najdroższe

są podręczniki, które o tym uczą.

zgubiony wątek – daje ład, dyscyplinę

 

i ziarno faktu

do politycznego roztrząsania

interdyscyplinarnie

 

w linijce i wierszu

Refleksja dnia

Szukam cały czas swojej drogi i tak odbijam się od parapetu

do rynny. I tak niewiele przyszło mi życie,

i chyba już wpadłem w chorobę wieku… Byłbym bardzo

wdzięczny gdyby wystawił mi Pan diagnozę.

Pochwała przypadkiem pierwszym, liczną mnogą.

Starzeję się razem z wierszami, senne Delfy, one są moim

wyrokiem – Arbitrem?

 

(cytat z listu)

Obwoluta

„Obwoluta”

 

dobranoc mówię diabłu – „troski to połowa drogi do starości.

idę do niej nieuchronnie” zamykając za sobą drzwi,

 

choć fale czekają na swój sztorm i burzę, pragnę zatamować

krwotok „ludu najwyższym prawem jest prawo”

 

do wiersza, mogę go napisać szybko ale „tylko co dobre,

siedzibą jest szczęśliwych żniw”. wyruszam dziś,

 

bo nie chcę żyć w swoich dziełach, chcę żyć w ośmiu

cudach świata. „miał barwne życie, zmieniał sztandary

 

dziś uniesie go pisanie – czytanie, przedstawianie –

oglądanie” jest jedynym sposobem uświadomienia sobie

 

życia, „biada artystom, na których nikt nie pluje”

i krztusi ceną, naszą tak ciężką „teraźniejszość będą

 

w przyszłości nazywali – dawne dobre czasy” a ja? „chciałbym

znać morał, sens i tytuł ostatniej w świecie książki”…

Adaptować

„Adaptować”

 

w Warszawie czy Krakowie – miejscu świata i poezji, odrzuca mnie pokora

wyznania Ojcze nasz który jesteś, daj mi przewlekłe zdrowie i urodę panny;

niech na niebie rozbłysną kryteria słów wyszukanych dla wiersza, zaufanie

 

i misja w mojej mowie, myśli, uczynku i zaniedbaniu dla dobra świata

opublikowano mnie raz jeden – porzucono w bibliotecznym narożniku, dla

dobra porzekadła wytatuowano numer i rubrykę – „nie ma bez skazy

 

przesady niż przesada wdzięczności”, bo liście opadły – na ziemię, zgniatasz

złom, sekunda ugniata kolejny stopień rosnący pod stopą, powołać się

na wariacki papier i złotą myśl wygraną na licytacji (zrządzeniem losu)…

 

w nich zapisane jest proroctwo dla wygasłych gwiazd i rzeka Heraklita,

jeśli zwątpisz w Boga – uwolnisz pszczoły, czaple i motyle, jak dużo jeszcze

miodu ci potrzeba? z książek z wyższej półki bierz przykład – stado

 

leci kluczem do linijki

Wolny wybór

„Wolny wybór”

 

idę w dzień na nowo dokonując wyboru politycznego

to mój obywatelski obowiązek,

po co mi puste hasła?

bez pokrycia obietnice, zaszczepię mój układ odporności

zmuszając do wysiłku talenty i zacięcia

 

„przy goleniu nie śpiewam od dawna”

– sumienie tych słów

nakazuje mi pisać tylko namacalnie,

a fizyka, to matka – „kiedy przytuli cię

do piersi nie czujesz pożądania”,

a pozostaje przekonanie,

 

że miłość była jedyną prawdziwą polityką,

populizm pozostał w mojej niepamięci,

jak liście płaczącej wierzby

do kołysanki nieznajomej,

upadłej, jak człowiek poczułem wstyd…

za okres pacholęcy pomimo,

 

że maszerujemy do śmierci, nie boję się,

bo wiem, że jesteśmy dla siebie

stworzeni

 

– a kroki nic nie znaczą,

mówią o tym ludzie, prawidła, pieśniarze;

dla podejścia opisywałem dożywotnio,

aż nauczyłem

się zapalać miasta mirohrady

i wszystko ogarnął sen

i wszystko ogarnął sen

 

wchłaniam dziś ból wolnego wyboru,

by zanieść tam głód,

skąd przyszedłem

Ballada słonowodna

„Ballada słonowodna”

 

wyszedłem na ludzi, bo kontakt z publiką

nie jest mi obcy, wiedz jednak marinizmu brak mojej łajbie –

kiedy na świecie niemożli­we są tyl­ko trzy rzeczy:

scho­dy do nieba, most przez morze i sprawiedliwość

 

odgrywam rolę idola, a moje ułomności i zalety

wynikają z braku umowy z public relations

kłamałem, że „publiczność oklaskuje sztuczne ognie,

ale nigdy wschód słońca”

 

publiczność bije brawo do księżyca, kiedy budzą

się schizofrenicy i inne gatunki literackie (zagrażające

wyginięciem) do słońca zakopuję mogiłę

człowiek zaś, jest jak morze: ma swo­je przypływy

 

i odpływy dziś „przychodzisz do mnie z jagodami”

a ja kocham cię miłością do morza, w każdym

porcie dławię się uczuciem, trud­no się puścić bez wiosła

na morze, jeszcze trudniej ujarzmić estradę

 

pod sceną, albo na statku gdzie wzniesiony żagiel

niesie mnie w kierunku, kto przez morze płynie, zmienia

niebo i charakter, ale nie miłość do żargonu

chodzę po tafli – jeśli sam so­bie rzucisz cumę – bosmanie,

 

to woda so­dowa nie uderzy do głowy

Rozsądku nie nazwiesz ty, ani żaden poeta

“Rozsądku nie nazwiesz ty, ani żaden poeta”

 

wyrwałem ciebie z ram świata i czekam na kalectwo

bo bez ciebie ten świat nie miałby sensu, z tobą nawet zdrowego rozsądku

nie ucieleśni żaden poeta ni wiersz

 

dobre pokoje – drogie pokoje, powiedziałaś

i tak odeszło ode mnie przeświadczenie o własnej marności

choć świat nas przerasta „być może dla świata

 

jestem tylko człowiekiem,

ale dla niektórych ludzi całym nim”

bo „nie po to nas wywalali na świat, żebyśmy się zadawali

z Bogiem”, nie po to budowaliśmy naukowe

 

podwaliny, żeby teraz runąć jak greckie świątynie

pamiętaj, zawsze „w walce pomiędzy tobą a światem

sekunduj światu”

 

on powstał z chaosu, ale nie z całego, bo

– jeszcze go trochę pozostało „świat ten jest jak czysta bajka!

– Zgoda, przyjacielu;

lecz każda bajka ma sens moralny na celu”

– „byłem młody, odważny, był mi świat otwarty”

teraz, kiedy wiem, że słuch i wzrok zawodzi

 

ja nieprzygotowany śmieję się jak dziecko,

na tym placu zabaw, a cały świat ze mną, bo „ból samotności…

jest bólem drogi, nie z tego świata”

Dialogi facebookowe (codzienne)

J.W. – Marakas ten heroizm oparty jest w dzisiejszych czasach na pniach drzew i pieńkach charakterystycznych w/w władzy i ta pielgrzymka może by im pomogła, i ta gotycka budowa strzeliste łuki poruszyły by rdzeń bo może i to zostanie wspomnieniem

M.T. – No tak. Ale idealizm zbytni też nie jest akceptowany. Popieprzone to ale trzeba żyć w zmixowanym świecie

J.W. – Chory system wartości ludzkich spotęgowanych kultem władzy z domieszką paradoksalnych wierzeń w jutro

M.T. – Daliśmy radę tyle, damy i radę do mety

J.W. – Jasne zawsze trzeba wierzyć w patos Marakas

M.T. – Patos, to taki muszkieter?

J.W. – Zależy jaki rynsztunek przyodzieje i jaką ma technikę fechtunku