• Moje gwiazdy to łzy nocy
    zapomniane przez poranek

    Iskry wieczności tlące się
    w milczeniu kosmosu

    Niebieskie latarnie
    pogubionych marzeń

    I tęsknota ziemi rzucona w nieskończoność

    Dlatego korona mego drzewa
    wypuszcza bez patosu
    i niewymuszenie
    srebrne pąki kwiatów,
    które rozkwitają tylko wtedy,
    gdy słońce idzie spać

    A ja idę spać z nim
    I budzę się w epicentrum
    domowego ogniska,
    bez oddechu żalu
    i bez fałszywego zmęczenia

    Pragnę twego spadającego warkocza –
    pokrętnego westchnienia

  • Malarz – wieczny żebrak, proszący rzeczywistość o jeszcze jedno spojrzenie
    Filuterny złodziej światła, który więzi słońce w klatkach ram
    A wieczorem dotyka pędzlem tam, gdzie świat zaczyna pękać
    Niemy rozmawia z cieniem w języku, którego nie zna noc

    Ukrzyżowany między bielą czystego płótna a krzykiem koloru
    Bóg palety, niewolnik pigmentu, szukający odcienia, który nie istnieje
    Ma swe dłonie brudne od tęczy i serca pełne chłodu
    W jego paliczkach drewniane trzonki pędzli stają się kluczami do niewidzialnych miast

    Ten samotny architekt światów, w których sam nie potrafi zamieszkać
    Co dzień patrzy na świat przez pryzmat niedokończonych portretów
    A każde jego pociągnięcie pędzla to cichy bunt przeciwko ziemskiemu przemijaniu

    Mieszając na palecie poranną mgłę z kurzem łajdackiego zapomnienia
    Oto nowa era! Chwyć za skrzydła moment
    Zanim ten zdąży uciec w przeszłość lub spaść w przepaść

  • jestem godziną zmarnowaną przez dyplomatę
    ubojnią w stajni demokratycznych słońc
    moje tomy – nic prócz elegancji – odkochany
    od ziemi, w komunii, w której zawarłem

    dźwięk słowa budzącego grozę
    na trzy podzieloną władzę, dziś: ustawodawcza
    tak wielu chętnych, a będziesz jedną dziesiątą
    zbawionych, wykonawczą: spoczywać

    na pniu spoglądać na negatywy z zastygłych
    źródeł; ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego
    zadba o deszcz między etosami poezyj
    niczyich, odkochany od słońca pragnę

    wybaczyć lukę w świecie obłoków, gdzie
    wiedza tajemna, względami sądowniczymi łaknę
    wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy ukradli
    wiersz i talerze syna, gdzieś pomiędzy

    krukami akt sądowniczych jest gniazdo,
    a echo rośnie w kurzu gwiazd zrzuconych na ziemię
    – ty, część żyjącej historii otwierasz listy będące
    parabolą wiatru – drżą palce, uśmiecha się

    lot chcę tylko wieczoru z zapachem drzew
    trzydziesty równoleżnik wytatuowany na duszy
    tu są pocałunki, zaproponuj mi tytuł tomu
    wierszu skradziony podpisem

    *

    Z tomu „Kolor po dniu. Teoria geocentryczna”, Wydawnictwo Episteme (Lublin 2018), s. 71-72.

  • “Nie wierz politykom” –
    miłość to kwestia rozbiorów.

    Datę ważności ma
    nawet Prawda ↵

  • Odpokutuję siadając
    z Abrahamem pod falą i liściem dębu

    Swój lud przez morze wyślę pełne i głębokie
    i nie żałuję

    I powróżę ci,
    bo nieprzerwanie, nieustannie
    wosk się leje –
    nie żałuję trosk ani filozofii
    rozpalonych duszę skrą

    Powróżę ci raz jeszcze
    i do Raju podrepczę
    z szumu liści obłędu
    uwerturą lazurem kutra

    będę cierpiąc za Miliony

    I apiać, bez online strony

    na sześciu palcach jednej pięści
    o majestacie wieści
    na jesieni komendę

    surowym rymem
    z miejsca przestępstwa zbiegnę
    Errato jak
    złego ducha odpędzę

  • Prawdę objawiono! Winny
    cudzołóstwa Moai bez aktu
    urodzenia obrzuca wzrokiem
    kurwę Politykę, z pomocą
    AI rozbiera moją Polskę


  • Jeśli jesteś zainteresowany
    kupnem złóż Prawdy
    uruchom wiertło
    i drąż w sumieniu
    poczucie harmonii

  • Błądzimy po labiryntach uczuć
    schwytani w pajęczynę myśli
    pod pejzażem nieba
    ukrzyżowani na cztery strony świata
    i zbawieni owacją

    w wojnie secesyjnej asymetrii
    posiadając papużki
    nierozłączki faliste

    Na stelażu Miast
    Nędznicy słowa i albatrosi milczenia
    podejrzani o życie w pełni
    między szczytami marzeń
    migocący blaskiem gwiezdnego karła
    u depresji mórz
    w senacie ustanowionym z westchnień
    u wrót do lepszej przyszłości
    w powojennych gruzach ego
    atomowi szpiedzy

    W lamperii ściennych malowideł
    a za nami sejf
    w książęcym zamku
    na wysokiej Górze
    Przemienienia

    Cudownie rozmnożeni
    i pragmatycznie polegli
    nicości

    w boskiej chwale
    (jedynie) odczytujemy życiorys
    tragicznie przerwany
    lub wydłużony kojącym balsamem
    na ból istnienia

    Podlegli wagnerowskiej uwadze
    aprobujący sacrum i wetujący profanum
    nadajemy ton chwili upojenia
    podczas uwertury
    kształcimy się gniewem

    Z orientalnym imieniem
    smaku potęgi n
    danym na początku
    i taneczną pasją
    dotrzymania kroku

    Kształcimy się pokorą
    z siłą ducha, aby góry przenosić

    Jutro urodzeni
    mocodawcy turkusu cienia
    w kolorze, ni chiaroscuro
    ni sepii

    Wykształciliśmy wiarę
    w lepszą połowę siebie

    Porzuciliśmy pradawną sztukę zadawania
    trudnych pytań

    Może tam, gdzie stały ląd
    opuścimy ręce i zakotwiczymy,
    nie poszukując nic innego,
    jedynie trochę słownego lukru
    i lingwistyczny paradygmat

    rotacji mentalnych

  • English version

    .

    I bought a harvest
    in my verses

    I betrayed the West
    for the age of
    Plato’s shadows

    I misappropriated
    my the Truth
    When love bursts
    into flame

    And I made a cake
    from sand
    which slips through
    my hungry fingers

    Yet I will count all
    the grains
    And cast a shadow
    behind the Blue
    mountain

    I will ignite the Truth
    in your heart
    petrified

    Man of iron

    And I will run across
    the ocean to you
    Because it is froze
    with the dot over the
    „i” inverted

    Desert auroras,
    mirages
    They will unseal
    letters sent to
    the stars

    The Magic Mountain
    will be covered
    with snow
    For disgracing the name
    of the father
    of long-awaited
    True Love

    in white poems
    instantaneous
    amplitude
    in eternal meanings

    .
    .
    .
    .
    .

    J. polski (wersja oryginalna)

    .

    Kupiłem urodzaj
    w moich wierszach

    Zdradziłem Zachód
    za epokę
    cieni Platona

    Sprzeniewierzyłem
    moją Prawdę
    Kiedy miłość
    wybucha płomieniem

    I upiekłem ciasto
    z piasku
    które wymyka się
    moim głodnym
    palcom

    Jednak policzę
    wszystkie ziarna
    I rzucę cień
    za błękitną górę

    Rozpalę Prawdę
    w twoim
    skamieniałym sercu

    Człowieku z żelaza

    I pobiegnę przez
    ocean do ciebie
    bo zamarzł z kropką
    nad „i” odwróconym

    Pustynne zorze polarne,
    miraże
    Otworzą listy wysłane
    do gwiazd

    Czarodziejska góra
    zostanie pokryta
    śniegiem za hańbę imienia
    ojca
    długo oczekiwanej
    prawdziwej miłości

    w białych wierszach
    natychmiastowej
    amplitudzie
    w wiecznych znaczeniach

    © 2026

  • Biegnę z elementarną cząstką w ręku
    Miłość mi wszystko wyjaśniła
    Piękno choć nieprzemijające, to względne
    Suchą wodę piję
    W wysokich górach
    Czekam na przyjście szarlatana

Create your own website, free on WordPress.com.Create your own website.
Start free