• jestem godziną zmarnowaną przez dyplomatę
    ubojnią w stajni demokratycznych słońc
    moje tomy – nic prócz elegancji – odkochany
    od ziemi, w komunii, w której zawarłem

    dźwięk słowa budzącego grozę
    na trzy podzieloną władzę, dziś: ustawodawcza
    tak wielu chętnych, a będziesz jedną dziesiątą
    zbawionych, wykonawczą: spoczywać

    na pniu spoglądać na negatywy z zastygłych
    źródeł; ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego
    zadba o deszcz między etosami poezyj
    niczyich, odkochany od słońca pragnę

    wybaczyć lukę w świecie obłoków, gdzie
    wiedza tajemna, względami sądowniczymi łaknę
    wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy ukradli
    wiersz i talerze syna, gdzieś pomiędzy

    krukami akt sądowniczych jest gniazdo,
    a echo rośnie w kurzu gwiazd zrzuconych na ziemię
    – ty, część żyjącej historii otwierasz listy będące
    parabolą wiatru – drżą palce, uśmiecha się

    lot chcę tylko wieczoru z zapachem drzew
    trzydziesty równoleżnik wytatuowany na duszy
    tu są pocałunki, zaproponuj mi tytuł tomu
    wierszu skradziony podpisem

    *

    Z tomu „Kolor po dniu. Teoria geocentryczna”, Wydawnictwo Episteme (Lublin 2018), s. 71-72.

  • “Nie wierz politykom” –
    miłość to kwestia rozbiorów.

    Datę ważności ma
    nawet Prawda ↵

  • Odpokutuję siadając
    z Abrahamem pod falą i liściem dębu

    Swój lud przez morze wyślę pełne i głębokie
    i nie żałuję

    I powróżę ci,
    bo nieprzerwanie, nieustannie
    wosk się leje –
    nie żałuję trosk ani filozofii
    rozpalonych duszę skrą

    Powróżę ci raz jeszcze
    i do Raju podrepczę
    z szumu liści obłędu
    uwerturą lazurem kutra

    będę cierpiąc za Miliony

    I apiać, bez online strony

    na sześciu palcach jednej pięści
    o majestacie wieści
    na jesieni komendę

    surowym rymem
    z miejsca przestępstwa zbiegnę
    Errato jak
    złego ducha odpędzę

  • Prawdę objawiono! Winny
    cudzołóstwa Moai bez aktu
    urodzenia obrzuca wzrokiem
    kurwę Politykę, z pomocą
    AI rozbiera moją Polskę


  • Jeśli jesteś zainteresowany
    kupnem złóż Prawdy
    uruchom wiertło
    i drąż w sumieniu
    poczucie harmonii

  • Błądzimy po labiryntach uczuć
    schwytani w pajęczynę myśli
    pod pejzażem nieba
    ukrzyżowani na cztery strony świata
    i zbawieni owacją

    w wojnie secesyjnej asymetrii
    posiadając papużki
    nierozłączki faliste

    Na stelażu Miast
    Nędznicy słowa i albatrosi milczenia
    podejrzani o życie w pełni
    między szczytami marzeń
    migocący blaskiem gwiezdnego karła
    u depresji mórz
    w senacie ustanowionym z westchnień
    u wrót do lepszej przyszłości
    w powojennych gruzach ego
    atomowi szpiedzy

    W lamperii ściennych malowideł
    a za nami sejf
    w książęcym zamku
    na wysokiej Górze
    Przemienienia

    Cudownie rozmnożeni
    i pragmatycznie polegli
    nicości

    w boskiej chwale
    (jedynie) odczytujemy życiorys
    tragicznie przerwany
    lub wydłużony kojącym balsamem
    na ból istnienia

    Podlegli wagnerowskiej uwadze
    aprobujący sacrum i wetujący profanum
    nadajemy ton chwili upojenia
    podczas uwertury
    kształcimy się gniewem

    Z orientalnym imieniem
    smaku potęgi n
    danym na początku
    i taneczną pasją
    dotrzymania kroku

    Kształcimy się pokorą
    z siłą ducha, aby góry przenosić

    Jutro urodzeni
    mocodawcy turkusu cienia
    w kolorze, ni chiaroscuro
    ni sepii

    Wykształciliśmy wiarę
    w lepszą połowę siebie

    Porzuciliśmy pradawną sztukę zadawania
    trudnych pytań

    Może tam, gdzie stały ląd
    opuścimy ręce i zakotwiczymy,
    nie poszukując nic innego,
    jedynie trochę słownego lukru
    i lingwistyczny paradygmat

    rotacji mentalnych

  • English version

    .

    I bought a harvest
    in my verses

    I betrayed the West
    for the age of
    Plato’s shadows

    I misappropriated
    my the Truth
    When love bursts
    into flame

    And I made a cake
    from sand
    which slips through
    my hungry fingers

    Yet I will count all
    the grains
    And cast a shadow
    behind the Blue
    mountain

    I will ignite the Truth
    in your heart
    petrified

    Man of iron

    And I will run across
    the ocean to you
    Because it is froze
    with the dot over the
    „i” inverted

    Desert auroras,
    mirages
    They will unseal
    letters sent to
    the stars

    The Magic Mountain
    will be covered
    with snow
    For disgracing the name
    of the father
    of long-awaited
    True Love

    in white poems
    instantaneous
    amplitude
    in eternal meanings

    .
    .
    .
    .
    .

    J. polski (wersja oryginalna)

    .

    Kupiłem urodzaj
    w moich wierszach

    Zdradziłem Zachód
    za epokę
    cieni Platona

    Sprzeniewierzyłem
    moją Prawdę
    Kiedy miłość
    wybucha płomieniem

    I upiekłem ciasto
    z piasku
    które wymyka się
    moim głodnym
    palcom

    Jednak policzę
    wszystkie ziarna
    I rzucę cień
    za błękitną górę

    Rozpalę Prawdę
    w twoim
    skamieniałym sercu

    Człowieku z żelaza

    I pobiegnę przez
    ocean do ciebie
    bo zamarzł z kropką
    nad „i” odwróconym

    Pustynne zorze polarne,
    miraże
    Otworzą listy wysłane
    do gwiazd

    Czarodziejska góra
    zostanie pokryta
    śniegiem za hańbę imienia
    ojca
    długo oczekiwanej
    prawdziwej miłości

    w białych wierszach
    natychmiastowej
    amplitudzie
    w wiecznych znaczeniach

    © 2026

  • Biegnę z elementarną cząstką w ręku
    Miłość mi wszystko wyjaśniła
    Piękno choć nieprzemijające, to względne
    Suchą wodę piję
    W wysokich górach
    Czekam na przyjście szarlatana

  • Wyważę wstyd instancją jutra
    dobiję łzą marzenia

    ćmy

    Wyrwę korzeń reguł gry,
    naciągnę cięciwę Łuku Tryumfalnego,
    upiję się czarną magią;
    sforsuję granice rozsądku

    gdy

    odbiorę awizo w Niebie
    lepszego rymu,
    czarno na białym
    podpiszę krucjatę
    trzeźwości umysłu
    i czystości serca

    Spełniony pauzą i kropką
    ukoi się mój Weltschmerz

    by

    na dłoni podadzą mi
    dopełniacz zachwytu

    Płomień wyspowiada się z iskier pożądania
    byleby głód nie zajrzał w oczy
    byleby ocean

    senny, mdły

    którym pobiegnę
    do ciebie nie zamarzł
    w szale uniesień brwi
    i wzruszeń ramion

    czy to ty?

    I powołam się do tego szaleństwa
    ostatecznie
    na litość boską
    byś zadrżał
    żywiąc się Prawdą
    byś tykał odchyleniem atomu
    w akcie desperacji
    nad językiem
    wagi ciężkiej
    mojego błędu
    Historii

    ów ypsilon
    (niech jak świętego rozszarpią nas lwy),

    który otworzył
    wrota
    do Nirwany

  • Czytajcie wiersze
    Przyjaciele milczenia

    Mówcie prawdę
    Obrońcy honoru

    Słuchajcie ludu
    Aniołowie stróże

    Sądu najwyższego radcy
    nie słowo przeciwko słowu
    lecz uczynek dla chluby

    Nie łamcie chleba sami
    Ojcowie Gabinetu Pokoju

    Zostawcie nam Raj
    nieświęci
    niebłogosławieni
    nie słudzy boży
    i ten tłum niezliczony
    obarczając sławą
    zbawczej myśli

    Krzewcie pocieszenie
    Naruszeni mirem

    Ugódźcie ostrzem oskarżenia
    Mnie, syna tego kraju

    Faktem autentycznym
    Uznajcież pacierze
    kocich skarg
    Nad rwąca rzeką żalu

    (pięknym modrym Dunajem)

    Wspólnego powietrza
    u źródła życia
    Heurystycy nie podający
    żelaznych dowodów

    ani Demobilizatorzy
    martwych westchnień
    w pajęczynie
    uzmysłowienia tekli

Design a site like this with WordPress.com
Get started