jestem godziną zmarnowaną przez dyplomatę
ubojnią w stajni demokratycznych słońc
moje tomy – nic prócz elegancji – odkochany
od ziemi, w komunii, w której zawarłem
dźwięk słowa budzącego grozę
na trzy podzieloną władzę, dziś: ustawodawcza
tak wielu chętnych, a będziesz jedną dziesiątą
zbawionych, wykonawczą: spoczywać
na pniu spoglądać na negatywy z zastygłych
źródeł; ministerstwo kultury i dziedzictwa narodowego
zadba o deszcz między etosami poezyj
niczyich, odkochany od słońca pragnę
wybaczyć lukę w świecie obłoków, gdzie
wiedza tajemna, względami sądowniczymi łaknę
wymierzyć sprawiedliwość tym, którzy ukradli
wiersz i talerze syna, gdzieś pomiędzy
krukami akt sądowniczych jest gniazdo,
a echo rośnie w kurzu gwiazd zrzuconych na ziemię
– ty, część żyjącej historii otwierasz listy będące
parabolą wiatru – drżą palce, uśmiecha się
lot chcę tylko wieczoru z zapachem drzew
trzydziesty równoleżnik wytatuowany na duszy
tu są pocałunki, zaproponuj mi tytuł tomu
wierszu skradziony podpisem
*
Z tomu „Kolor po dniu. Teoria geocentryczna”, Wydawnictwo Episteme (Lublin 2018), s. 71-72.