Blog

Kultura kłamstwa i nieobycie prawdy

Dotrzymaj mi kroku kultury
kaszel Zachodu dogorywa snem, mrugnięcie czeladzi skrzydeł i skrzatów szept
w ostatniej drodze Aniele Stróżu
Niech to będzie mały krok dla
Człowieka, a wielki dla ludzkości –

Niech to będzie zawód nad zawody
albo wiktoria nad wiktorią
innym imieniem kieruje się ziemia
odprysk cudu nad Resztą Świata

Szept świata

Wychodząc z teatru nie wychodzę z życia

Mam kreację z łez
i wymagam od siebie emocji prawdy i dobra
dialog wybija rytm spadającej kropli,
coś i ktoś uderza o bruk –

spektakularna nazwa, niedorzeczny brak zapaści
wszystkich widzów

Muszę i chcę ubrać się w krzyk pokolenia
by łatwiej ujarzmić spojrzenia

wargi nasycić
dłońmi nadać ciepło zmarzlinie
słowem już nigdy nie ranić, ona bolą bardziej od czynów
(u stóp twoich deska i scena – nienaganny świata szept)

Nie dopuszczę się, by
w imię jakiejkolwiek prawdy się nie wywyższać

dźwigając niepojęte

zderzony z obietnicą mam w
sobie niespełnienie, zawód:
pisarz „interpunkcja gwiazd”

i więzy ram świata zerwane
– wzywasz do wojny…

jako kurtuaz dostępu do głazu,
obracając się wg własnej osi

dziś zwiążę linie równoległe
wybrano nas na stolicę mądrości

ale kontury uczuć niejasne
słowa niewypowiedziane
milczenie zaniechane niemożnością

wędrujesz jak perseida w nieznane
przeciwko gestom kłamstwa
mając pismo i najlepsze rekomendacje

Do zachodu długa droga

Myślami jestem w Niebie
uiściłem wpłatę na potrzeby wieczności, odkąd zacząłem mówić: wiem o zapachu bzu

zagotowałem: krew
przyrządziłem: spojrzenie, bylejakość uniosła się i spadła parą
wybory wśród domowej kuchni – i – spiżarni literackiej
ile jeszcze gór stołowych i mórz martwych?

dywersja w twych ustach
z tej teczki wyciągnę zwoje prawdy, nadziei i miłości
odmawiam: zdrowaś Mario
wypędziłem: nieczystość i przemijanie
biję się o wpływy przy parzeniu herbaty

Oczy Meduzy

Zatrzymamy na czerwonym świetle:
machający chorągwią nowej wiedzy na mecie godziny zero
ubiegam się o pochód podległy
niebieskiej chwale – jej dobru i możliwości niemożliwego,
chcę być uczestnikiem wiecznej wieczerzy.

Odciąć się zmysłów żądzy ciała.

Obficie smakować cały jawny świat…

Umyte ręce

Pomieszane słowa z kluczem
do wnętrza wulkanu wpada jaskółcze pisklę
– matki cień – rzucony w dystych
rozpaczy – boli nas gapi śmiech, ocieram z czoła
wyznanie, gotuję symbol gniazda kurtuazyjnego współczucia,

dali nam księgę wyjścia, a my
uderzyliśmy w Boga prawdą policzoną

tego wymagał świat