Blog

gdyż żyję

będę pracował
węglem i solą
czernią i bielą
constans i wahanie

umiejąc i nie umiejąc
rozdzielać i klejąc
ubój
z poczęciem
umawiając się i rozstając
z wierszem

pełnią z kobietą
nowiem z Bogiem
utratą
odnajdywanie

upór – męstwo
pędzel – płótno
dzieło –
kunszt
od
do

będę
nie będzie
wierzę
zawsze
to
utrzymam

żyję

Szukam nauczyciela i mistrza

kochałem konkluzję
odmienianą słowem dobrej sławy –
przyszło mi czysto:

kochać kobietę – nie mam sławy
dla trwania z tobą
dla stempli prawd podbijania dowodów
w tobie pragnę pójść do Nieba

zatrzymywać w o
zmysłowe poranki w głodzie nocy jesieni natchnienie
nie mam sławy we wszelkim pięknie

zabiegać o łaskę poety

dla ciebie

w między czasie – rój pluralizmu okamgnień
w cofaniu zdobyczy twych rys twarzy…
upadnę na kamień i ciała pożądanie zarezerwowane?
tylko nam dwoje, uderzę się o kamień
moją miłością ustanowioną prawem mego życia
(zaryzykuję pat w stosunkach żądzy ciała)
ulepionego ze łzy, iskry i pajęczyny!

W walcu ukrzyżowany słój

trybunał orzeka wygodnie
u stóp mając dziurawe skarpetki

sąd sprzedaje istotę prawdy
na targu dykcji profetów…
na gładkim blacie żółte papiery przygotowane geniuszom

u gór znosząc galop marszruty
czy wołasz o serpentynę?
czy zamykasz oczy puentą?
czy już zatańczyłeś?
zeznaniem czerni na czerń i tak odwiecznie pragnącą
o pasiekę z miodem zapyta jesienny wiatr
albo zimowa wieczerza z niepożądanym gościem

czy zdradzasz formę wierszem nienagannym?
ulepionym z braku sugestii?
gniewam się na plaster miodu
z pszczelą lubością

akta decydujące rodzące pejzaże umartwione rozdroża szyn
doświadczam wszystkiego co jest
udziałem człowieka –

kocham człowieczeństwo

i zanoszę tam, skąd przyszedłem

Odpowiedzialni za eternię

kamień ma
walor ciężaru
i milczenia

a ty czym porzucisz
samotność?
– jeśli kto wybierze
samotność

ma dach świata
nad sobą

bez smaku
bez zapachu
bez śmiertelności

ulepiony
szlifowany
obmyty

jeśli kto wybierze
bezdomność
– nigdy nie będzie sam

obracasz na wargach
prawdę jego
dążeń…

ku strukturze
ku pędzie i wytchnieniu:
jeszcze już po

kto wybiera śmierć
– nie przestanie żyć

komu zatrzymacie
– będą zatrzymane
komu odpuścicie
– będą odpuszczone

minerały

nad wyraz
szlachetne

Czy zbliżysz się o ten promień?

puszysta myśl, jak słońce republikańskie
dobija się do soboru docierania.
umieją dławić się prostymi słowy
niech wdrożą w krzyczeć; niech spowiadają

nierówne zubożenia prawdy, bo jeśli
istnieje wiek, to jest pośród nas.
– prawda wygadana absolwentom
Dziennej Szkoły Pluralizmu i Suwerennej

Demokracji. jeśli istnieje Bóg – to ima
się pracy nad wszystkim Kolorem Świata:
jeśli istniejesz poezjo? to bunt wzniecisz
wydruk zaspokoi rumieniec…,

a na twarzy krew z krwi, duch z ducha,
syn z matki – pierwsi z ostatnich!
credo ujarzmią puentą prawdy, gdy drgnie
podczas konklawe popiół na rzecz –

skąd Nowy po Starym – to skurcz słowa
– klęcząc odnowi śluby w chłodzie
rozlewiska, mgła stepu, pnia ferwor walki,
mądrości z rzęsy spadającej na

fugę dwulicowości Dominium…