Blog

Duchowe włości

Kościół – mój kościół
schnie na wzgórzu pamięci

Ja widzę elegancki
dobór narzędzi w ręku suszy
o której za tysiąc lat
powiedzą: mistrzowie sądu

Musimy wepchać się
tam, gdzie pada promień
tam, gdzie włości duchowe po świętach

nim zatrzymam
rumieniec w swoim sercu –
wyda ziemia jeszcze jeden owoc –
największym:

Miłość, która rodzi się, dojrzewa,
starzeje, lecz nie umiera

©

Jestem i znam wszystkie tajemnice

zaniosę prawdę do spichlerza, by zdemontowało rusztowanie
wyjdę najwyżej własnymi siłami. nie okradnę cię ze słów
nie okradnę cię z dobytku – nie okradnę cię z materii, mogę

jedynie chwytać promienie, aby ulepić z nich słońce – całkiem
nowe. mam w sobie żywioły i nie gładzę piersi kobiet, nie
odbywam podróży w dorzeczu ich ud. chcę mieć jedną –

jedyną uwerturę w całości. domniemane kłamstwa okrążają
ziemię, werbują dzieci. ja jestem prawdą odepchniętą od sytości
nie ma sumy, ani iloczynu w dłoniach splecionych siłą – jest

piękna różnica w wolności prawdy miłości. jeśli byłbym jak
cymbał brzmiący i miał dar prorokowania oraz posiadał wszelką
wiedzę; inszej jakości pęd pogoni, ucieczki, a góry przenosił,

miłości bym nie miał, byłbym: niczym.

Droga na …

– bronię zatoki pokoju
w dorzeczu lub szaleństwie:
we wieńcach na cześć

za klauzulą sumienia kurtyna

– ustanawiam krzyk
– lepię reumatyzm
– skórę piorę we śnie

zorza świadkiem bólu w psychice

– stawiam kroki na ścianach kopalni
– złożem moim bicie czystego serca
– odpadem zniewaga i liść jesienny

– zniewolony prawdą
targam za sobą zmęczenie
– kłamstwem chciano nas przygłuszyć

upadam po raz
– upadam po raz
tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty siódmy

Ostoja

Jedna łza kocha. Druga łza kocha.
Dwie łzy kochają trzecią. Nie rozlewaj
nadaremno, w winnicy czyste dłonie (by sobą pozostać)
stanowią prawdę, stanowią jawność szczerości…

Czy ustanowią popiół z którego powstanę?
A może morze z jego nieograniczonym
spokojem? Albo zorzę na niemagnetycznych
biegunach zmysłów? Stanowisz część mnie (odkąd pamiętam),

więc najbardziej słona – pozostaniesz spadkobierczynią
miłości – nawet jeśli upadnę i utonę. A ciało
odpłynie bez echa: to ta jedna, dwie, a może
nawet trzy będą pamiętać gdzież zderzyły się,

gdzie karmiły i gdzie zatrzymały się w procesie
miłości, bo sąd zamyka swe wyroki w dniach…
Odnajdą swe upodobanie i włości, gdyż pilnuję biegu.
W sercu te trzy klucze do rdzenia sumienia

(biegu, stania nocy i dni).

Biel i czerń

Ciąża mego domu
Krzyczy podczas porodu dnia

Obezwładniam zbiegów okoliczności
Kiedy ojciec zmierzch
Uda się po werdykt

Na sali w ciszy poślizgnę się na promieniu
Uratuję wysoki sąd przed
Zawrotem głowy

Milion w rozumie
Błąd w druku zmieni bieg
Dziejów kiedy saper
I szkiełko, i oko

Rozbroi niepewność…
Jutro znów przyjdą
Uzbrajający i rozbrajający
By detonacja
Kajdan krat pór roku

Zapobiegniemy wadom w luce prawa

Była wytrawnym
Spektaklem

Prawda zawsze zwycięży

zniesiony kolor nad kolory
kłamstwo zesłane na roboty
uratowane piękno przed śmiercią
zakończenie początkiem
umowa – wynagrodzenie

wiersz małomówny
wymowa jego kolosalnym ciężarem
ustatkuj się wietrze
rozwiń skrzydła Pegazie
oblecz dobę w słońce

Mario matko, która nie zwątpiłaś
błądź po tunelach mrówko
mały człowieku jestem
twoja praca zostanie wynagrodzona

Okrągły stół

skąd wziąłeś pieczęć?
męczeństwa mowy związanej
w gabarytach stosu, zwojach, zbiorze

odczytam gdzieś, kiedyś, a nuż
jako wyznawca blasku porywu świecy
zdławię wiosnę
na sądzie uderzonych kometą
na wokandzie okręgu bez wyjścia

ubiegłego stulecia
to głos zastępczy, to pewność zbawienia
a nie sufler szubrawców i drani

dla mnie rozgrom i bezmiar żaru
kiedy akt zamykam
kiedy woda stygnie

echo kupidyna na schodach do nieba
są jakieś didaskalia, dialogi, jest chór

rozum zdziera z dębu pasję
serce cierpli na jeden kolor
cierpiąc nów spotyka pełnię
milion w rozumie –

wydam! bo zatrzymam sobie biel

rozum dyktuje wojaż do mądrości
przyczyno mej radości
– zobacz i uwierz…

już nie bolą mnie:
wiersze!

Wolna, niepodległa Ukraina!

Potępiam atak na Ukrainę

zdyscyplinowany mową
potępiam atak na Ukrainę

umieją mówić wiatry
kuriozalnie niepewne błękitu nieba
umieją czytać deszcze i darować zgubione ciepło ognie
każda kropla to litera
jedni u boku drugich staniemy ramię w ramię

gnieść kasztany w porze niesprzyjającej
jesteście mile widziani
w sercu żyły

okamgnienia
i zamkniecie powiek
roztoczę arsenał swej wiedzy
by Wam pomóc
Przyjaciele

© Maksymilian Tchoń

.
.
.

Я засуджую напад на Україну

дисциплінований мовою
я засуджую напад на Україну

уміють говорити вітри
дивачно невпевненіб лакиті неба
уміють читатидощі і дарувати загублене тепло вогні
кожна крапля – буква
ми будемо стоятипліч-о-пліч один з одним

дробити каштани в несприятливий час
вас радо бачити
в осерді вени

моргання
і закривання повік
я відкрию арсенал своїх знань
щоб вам допомогти
Друзі

© Переклад Віктор Яручик

2 III 2022