Blog

Kreacja średniego mrozu?

na zimę: załóż szalik –
z rymu okalającego
czapkę – z oksymoronu
rękawiczki z anafory i epifory
i kalesony – wykrzyknienia

treść zostaje w butach
na stopach i zestrojach akcentowych

miej serce:
formę poetyki najdoskonalszą
tylko nie przeklinaj i hiperbolizuj!
zamilknięcie kończy grę słów
spadają płatki śniegu – pleonazmy

Wygnane, spadające gwiazdy

– daleko mi do domu, kiedy widzę ostatnie wakacje oddane
morzu przywitał mnie poranek świerzbu, góralskie lasy zawsze
otwarte na łamach poezji zagrały pieśń

nocne – wiatry północy przyniosły deszcze dla kołchozów

to sprawa jasna, kochanek zimy krewny suszy zawołał idee
fatamorgany, płoty i psie budy, kto – z pointą w środku ognia
założy się – czy odniesiesz jeszcze zwycięstwo w karty przy

obiedzie? – do kłody sosnowej przybity

duchem jesteś, wypełnieniem myśli udręczeniem, jesteś uczuć
pustkowiem, jesteś zderzeniem gwiazd, kiedy skowronek woła
kresy serpentyn na niebie w świątyniach Semiramidy,

dla czerwca, dziewięć miesięcy w stanie poetyckim:

ubiegam śmierć życiem powierzchniowym, oddzielonym od życia firmamentu
pierwszego dnia po ślubie małżonka oznajmiła, że ma talent,
a ręce ubrudzone węglem, segregacja delty ud

z podręcznika wiem, że deszcz pada, a ja nie chodzę po kondygnacjach chmur,
w domu wilgoć między wekami, by studzić i tak zimne
ojczyzną, uchodźca z księżyca, uchodźca z techno-polis, diaspora snów:

„to miasto mnie męczy, wysysa z krwią rozsądek”

mam pelargonię zamiast poszetki, w inklinacji mego ojca:
zestrój akcentów zdrady stanu: demiurg determinuje symbol

zsyłki i podchodu (to dobre słowo)

Komfort metafory

dziesięć wierszy
na dziesięć grzechów
siedem wierszy
na siedem codzienności
cztery wiersze
na cztery koła: poruszania ratunkowe

jeden wiersz
na jedno życie
jedną miłość
jedno spełnienie
nałóg prawdy
kłamstw studzenie

umarł język
mam w sobie:
trzy rodzaje
wielość gatunków
nieskończoność form

komfort metafory
wrzy woda –
kolońska
orszak bieli
czerń miażdżąca

ustawa poezji wchodzi w życie
uchwalona na mocy
talentu
do pierwszej litery
od do dwóch aktów dziennie:
twego imienia

Summa

klakson róż detonujących szczęście
urodzaj pędu niemożliwości…

jest tu milczenie: suweren piękna –
jest tu grafitowy spisek urzędu uniesienia gwiazd
jest tu tysiącletni prymas straży

wszystko w ramach białej karty?

Goła wena

poczet sugestii światła
destrukcja palety – bar dla: mądrych i opuszczonych
węgiel żaru istnieje?

mróz delektuje się pierwszym śniegiem

w woluminach dwudzielność miłości
piękni trzydziestoletni…
umartwiają się czterdziestoma baryłkami

w dwudziestą rocznicę chrztu
zbawiony gniew rusycysty: odkłada litanie do cerkwi

kwestionujesz tusz na rękach – duchowość
wschodu w: aktach nagości

Summa summarum

kolegiata soli ziemi
katedra pogłosu ze spiżarni snów
uderzony meteor
o fasadę węzłów – spoistość sumienia

wyrzekam się klamry
na rzecz wiecznego kłamstwa mas…
powietrza ci rozum dotrzyma

rusztowanie sięgające gwiazd
wali się –

na tej wsi tylko
gwiazdy dają gwarancję
obecność diakrytyczna w polu perseidów
uderzających w sprawiedliwego

to słowa słońca, Boże

Bezdzietni ojcowie sensacji

nestorzy prawdy ostatecznej, dziekani
śmiechu – senatorzy otwartych oczu, sekularyzowani puryści
uliczni sygnatariusze muz, bezdzietni ułani

wynalazcy alertów eteru rund remisowych
widziałem zamach na instrument dęty
wyjście ustanawia sprzeciw, zesłanie braw

do synagogi poza ziemią, to jest świętym
miejscem kultury i wiary, wyjście poza
ogród, poza nawias, park, poza styl – rozejm

nie istnieje: knuje, syci, kpi – zawodzi ugór
waszych myśli… sprzedaliście prawdę,
a macie *** w sobie dogmat nieomylności