Jeszcze jesień jutro zapyta

Jest taki wiatr, który nie wieje
Jest taki śnieg, który nie topnieje
Jest taki promień słońca, który da się złamać
Jest taka kula i luka w pewności, która ma kąty proste

Bo prościej nie można
Zziębnąć, przemoknąć, opalić się, zatoczyć krąg
W pisaniu żywiołów i odkryć

Dzielę liczbę ze wszystkich liter swego imienia,
A wahanie ważne, bo utajnione
Jest trakt od męża do żony – meduza, kto wie? Zaprosi cię do wnętrza źrenicy

Bo nie mam imienia, bo nazwano mnie:
Nieskończoność

Gdzie jest, była i będzie,
Dosłowność i przenośnia

* * *

I love you

.

nie stygnę
w niewoli
płonę
u boku swobody
mój rozłam
wędruje
ku wyspom
z boku wodospad
na dnie perły
czysta woda
przypływ i odpływ
miłości
błagam o pokój
w niebie
dla tych, którym
brud zaparty

unieś mnie
własnym ciężarem
tak po ludzku
jak potrafisz
tylko nie chcesz

bo twoje korzenie
nasycone
chcę by należały do
ciebie wszystkie
dzieci z Palestyny
i wschody

o których zapominamy
wpatrując się w zachód

Dla nas

Rozmyślam nad widzeniem
i niewidzeniem środka świata
pępka niemowlęcia
starca pożądaniem

w niedzielę niemożliwą
zmiękczoną nenufarem
dla kultury gwiazdy
niepewną awanturą płótna i pióra
swego pochodzenia nawet:
z testamentu rumień
Jerozolima stara, Jerozolima nowa
pęka na naszych oczach

klucz otwiera jedenastym przykazaniem
nów i zenit – „głuchy, bezdomny, zdradzony
prowadzony na rzeź”
Stany Zjednoczenia

Lot (z tomu Http)

Jestem absolwentem Wyższej Szkoły Poezji
z emblematem na piersi szukam nowego półcienia

na dworcach w Berlinie, Amsterdamie czy Łodzi
jestem wybranym, bo dokonałem wyboru

oddając głos na nieliche stronnictwo,
zamknięte w skrzyniach, zdjęciach złamanych

konturem czarnej kredki. Na
obóz naszej Solidarnej Przyjaźni.